Można tylko wygrać

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Wywiad z dyrektorem pckziu

Rozmowa z Piotrem Filipiakiem, dyrektorem Powiatowego Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Wałczu.

1 stycznia minie rok od po­wstania Powiatowego Centrum Kształcenia Zawodowego i Usta­wicznego (PCKZiU). Poszło jak po maśle czy idzie jak po gru­dzie?

–    Na bazie ZS nr 2 i ZS nr 3 utworzyliśmy PCKZiU. Pomysł miał wielu zwolenników, ale też i przeciwników, bo dwie szkoły miały swoje historie, ambicje… Moje działania polegały na tym, żeby usprawnić organizację pracy. Wiele rzeczy modyfikujemy, dopa­sowujemy do nowej rzeczywistości i mimo wielu oponentów i niedo­wiarków, mogę dziś powiedzieć, że powoli się to udaje. Wspólnie wypracowujemy system sprawnej komunikacji, zarządzania dwoma budynkami i pracownikami. Nie ma bałaganu, funkcjonuje prawi­dłowy przepływ informacji, nie spóźniamy się z żadnymi decy­zjami.

Jakich argumentów używali przeciwnicy połączenia „budow­lanki” i „zawodówki”?

–    Konkretnych argumentów nie było. Wydaje mi się, że to był zwykły strach przed czymś, co się zmienia. Jednak tożsamość szkół została zachowana, wszyst­kie typy szkół działają w starym kształcie, a w obrębie typów szkół dalej kształcimy w tych samych zawodach co kiedyś. Małe zmia­ny zaszły w kadrze kierowniczej i administracji. Więcej nic się nie zmieniło.

To jeżeli nic się nie zmieniło, to po co było połączenie?

–     Wiadomo, że głównie chodzi o pieniądze. Zmiany usprawniły system pracy szkół i scentralizowa­ły ich zarządzanie i wyposażanie. Po co np. budować wysokiej jako­ści dwie pracownie dla elektryków o mechatroników? Albo inny przy­kład. Budowlanka wynajmowała pomieszczenie od przedsiębiorcy, żeby było można tam zdobywać pierwszą kwalifikację budowlaną. Na warsztatach przy ulicy Banko­wej było wolne pomieszczenie, które przystosowaliśmy dla potrzeb budownictwa, więc mamy kolej­ne zaoszczędzone pieniądze. Do tego dochodzi jedna księgowość. Łatwiejsze też stało się uzupeł­nianie etatów w przypadku braku godzin dla niektórych nauczycie­li. Możemy np. skierować ich do uzupełniania brakujących godzin w internatach. W ramach Centrum kształcimy też osoby dorosłe po­przez Kwalifikacyjne Kursy Zawo­dowe. Możemy prowadzić też inną działalność jako Centrum. Łatwiej też pozyskiwać środki zewnętrzne.

To jak już rozmawiamy o pie­niądzach… Dzięki Kontraktowi Samorządowemu dostaniecie masę pieniędzy. I co z nimi zro­bicie?

– Na kontrakcie skorzystają wszystkie zawodowe w Wałczu. W projekcie uczestniczy Centrum i Zespół Szkół Nr 4. Generalnie chodzi o 15 mln zł do wykorzy­stania przez kilka lat w tzw. części miękkiej, czyli na wszelkiego ro­dzaju kursy doszkalające uczniów i nauczycieli, wycieczki, staże u pracodawców itd. Dodatkowo jest jeszcze 5 mln zł na cześć twar­dą, czyli na inwestycje. W ramach tego powstaną przy ul. Bankowej w pełni wyposażone nowe warsz­taty z wieloma pracowniami i no­woczesnym zapleczem. Chcemy stworzyć taką ofertę i takie wa­runki, że młodzież będzie się tu garnęła drzwiami i oknami.

Jakie są terminy realizacji?

– Do końca roku ma być gotowy projekt. Widziałem już wizualiza­cję warsztatów i powiem krótko: to coś niesamowitego. Po nowym roku zostaną ogłoszone przetargi na wykonawców, a na przełomie kwietnia i maja powinna rozpo­cząć się inwestycja, która potrwa około roku.

Fajnie się tego wszystkiego słucha, ale wizerunek „zawki”, czy „budowlanki”, który kształ­tował się przez lata, trudno będzie odczarować w ciągu kil­kunastu miesięcy. Założę się, że w „Kaziku” do tej pory mówi się, że jak ktoś się nie chce uczyć, to niech idzie za rzeczkę.

–    Jestem dyrektorem od 2006 roku i można zaobserwować, co przez ten czas się zmieniło. Na­prawdę wizerunek szkoły zmie­nił się totalnie. Współpracujemy z różnymi instytucjami i ośrodkami wsparcia. Non stop diagnozuje­my nasze potrzeby, analizujemy problemy i staramy się skutecznie reagować. Obraz dawnej „zawo­dówki” zmienił się. Mówią nam o tym sami rodzie. Świadczy też o tym nabór. Centrum rekrutuje ponad 800 uczniów i zatrudnia 130 osób. Zresztą najlepiej o nas świad­czy czy kształcimy bezrobotnych, czy też nie.

Wasi absolwenci znajdują ła­two pracę?

–    I tym mogę się pochwalić. Ry­nek pracy monitorujemy od kil­ku lat i nie mamy bezrobotnych, może poza pojedynczymi zawo­dami w sferze usług. Wszystkie kierunki mechaniczne i budowlane cieszą się ogromnym powodze­niem. Przedsiębiorcy czekają już od czerwca każdego roku, żeby zatrudnić naszych absolwentów.

Z jakimi firmami współpra­cujecie?

– Współpracujemy z firmą „Adamus” ze Szczecina. Nasi ab­solwenci zarabiają tam ogromne pieniądze. Zaczynamy dogady­wać się z firmą „DCM” z Wałcza. Ostatnio byli u nas przedstawiciele z pilskiego „Philipsa” i zachwyciło ich to, co u nas zobaczyli i usły­szeli. Byli w szoku, że w takiej szkole jak nasza, może być tak wysoki poziom wiedzy odnośnie sterowników PLC i innych zagad­nień natury technicznej. Jednak zatrudnienie w tych firmach nasi absolwenci znajdą dopiero wtedy, gdy otrzymają nasz „specjalny cer­tyfikat” czyli poparcie. A żeby go otrzymać, uczniowie muszą spełnić nasze oczekiwania. Łatwo nie jest, ale się opłaca.

A jak układa się współpraca z organem prowadzącym, czyli z powiatem? Powiedzieli. No Filipiak, jesteście dyrektorem, to róbcie, a my będziemy się przy­glądać jak wam to wychodzi. Radź sobie chłopie”. Zgadłem?

–   Współpraca układa się bardzo dobrze. Zarząd rozumie potrzebę kształcenia zawodowego na wyso­kim poziomie i dużo nam pomaga. Kształcimy młodocianych, gminy refundują nam koszty kształcenia i te kontakty nawiązujemy dzięki staroście. Pozyskanie dofinanso­wania z Urzędu Marszałkowskiego w celu modernizacji bazy sporto­wej szkół (siłownia zewnętrzna na ulicy Bankowej i remont parkietu na Budowlanych), udział w projek­cie „Najlepszy w zawodzie” to inicjatywa starosty i cieszę się że dotyczy to Centrum. Moje zadanie polega na realizacji i zabezpiecze­niu wkładu własnego.

Bez laurek proszę. Nie ma żadnych zgrzytów?

–   Bywa walka o pieniądze. Chcę ich jak najwięcej. Wiadomo.

Jak dyrektor Filipiak prze­kracza progi budowlanki, to tam wszyscy spuszczają głowę i bur­czą pod nosem „znowu przyszedł, po co on tutaj”. Zgadłem?

–     (śmiech)

To jak jest naprawdę?

–   Tak źle nie jest. Po prostu jest jak w życiu. Komuś zabrano pewną autonomię i samodzielność. Więc może mieć żal. Nie jestem typem dyrektora, który narzuca jedyną słuszną swoją wizję. Jest dialog. Bardzo cenię sobie nauczycieli z ulicy Bankowej. Jest też grupa bardzo mądrych i kreatywnych nauczycieli z ulicy Budowlanych. Zgrzyty są i bardzo dobrze, bo powinny być. Szybciej wypracuje­my wspólnie model naszej szkoły. Zgrzyty przynoszą zresztą dużo mądrych pomysłów. Staram się tak postępować, żeby kadra czuła, że to co robi ma sens. Nigdy nie wąt­piłem w powstanie Centrum i nie przestanę w nie wierzyć. Muszę jeszcze podkreślić, że mamy świet­nych fachowców zarówno na ul. Budowlanych jak i na Bankowej. Z takimi nauczycielami i pracow­nikami nie ma szans żeby przegrać. Można tylko wygrać.

Jak pan ocenia wicedyrektor PCKZiU Małgorzatę Laskowską-Iwanowicz? Sprawdziła się w nowej roli? Jej zatrudnienie nie wszystkim się podobało.

–   Szukano nie wiadomo jakiej genezy tego zatrudnienia. A ja szukałem po prostu od samego początku drugiego wicedyrekto­ra. Zgłosiła się pani Iwanowicz i pomyślałem sobie, że przychodzi osoba z zewnątrz, która przez kilka ostatnich lat pracowała w innej instytucji. Byłem pewien, że przy­niesie nowe pomysły. Ustaliłem jej dział związany z promocją, organizacją przeróżnych szkol­nych imprez, których jest bardzo dużo i wyznam, że to ja się od niej dużo uczę. Pani Iwanowicz ma wiele ciekawych pomysłów, o których wszyscy przekonają się niebawem. Jeszcze jedna ważna sprawa. Pani wicedyrektor łączy obydwie stare szkoły. Ona nie ma przyzwyczajeń ani do budowlanki, ani do zawodówki. Jest całkowicie neutralna i dla mnie bardzo cenna. Czuwa nad integracją. Pozyskałem dla Centrum bardzo cenną osobę, z której wycisnę wszystkie soki (śmiech).

Muszę zapytać o palaczy nad rzeczką. Stoi tablica z zakazem jak byk, a tam ciągle na prze­rwach jakby parowóz stał. Źle to wygląda.

–   O tę tablicę walczyłem pięć lat. No kopcą. Co z tego, że straszę ich egzekucją, skoro tej egzekucji nie ma? Na początku roku było parę kontroli i był spokój. Później nie było kontroli i problem po­wrócił. Ręce mi opadają. Podobny problem mamy na Budowlanych. Niestety trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: uczniowie przychodzą do nas z nałogiem już z gimnazjum. Palą z rodzicami w domach i palą na praktykach. Zrobiłbym dla nich oficjalną palarnię, żeby mieć nad tym kontrolę i żeby się nie szwendali, ale zabrania mi tego prawo. I tak to wygląda. Party­zantka. Szkoda. To jedna rzecz, której nie mogę zmienić, bo to walka z wiatrakami.

Jakie marzenie ma dyrektor PCKZiU Piotr Filipiak?

–   Wiąże się z przebudową, bu­dową i modernizacją Centrum oraz spełnieniem oczekiwań naszych absolwentów. Pieniądze z kon­traktu będą kołem zamachowym tego, co będzie się działo przez najbliższe 10 lat. Mam dużo en­tuzjazmu, ale to łatwe, gdy ma się przy sobie taką kadrę. Życzyłbym sobie też spokoju.

Takiego jak do tej pory?

–   Tak. Przecież z tego połączenia tak naprawdę wielkiej awantury nie było. To było chyba najspokoj­niejsze połączenie w Wałczu, jakie mogło się odbyć. Na ostatni wy­jazd integracyjny wyjechały dwa autokary. Ponad sto osób z dwóch szkół. I ludzie się pytają, kiedy następny wyjazd.

Dziękuję za rozmowę.

Przepytywał Marcin Koniecko

Zostaw komentarz

Skip to content